4 latek wyszedł do pracy i nigdy nie wrócił do domu! Po 25 latach puka do drzwi i szokuje całą rodzinę!
Gdy dziecko zostanie oddane do adopcji, pozostawia to zawsze głęboki ślad na jego psychice. Każde adoptowane dziecko, nawet gdy jest bardzo szczęśliwe, prędzej czy później zaczyna się zastanawiać, kim są jego prawdziwi rodzice i dlaczego zrezygnowali z rodzicielstwa.

Saroo Brierley urodził się w Indiach i miał niespełna 5 lat, gdy został adoptowany przez australijską rodzinę. Ale historia jego adopcji całkowicie różni się od innych…


Mały Saroo żył z rodzeństwem i matką w małym, indyjskim miasteczku. Jako że ojciec porzucił rodzinę, starszy brat Saroo, Guddu wspomagał matkę finansowo, sprzątając w nocy pociągi. Któregoś razu Saroo poprosił brata, by ten zabrał go ze sobą. I tak rozpoczyna się wielka dramatyczna, historia.

Guddu długo nie chciał się zgodzić, tłumacząc, że brat jest jeszcze za mały. Pewnej nocy jednak uległ i zabrał małego Saroo ze sobą.


Nim dotarli na dworzec, który oddalony był od ich domu o kilkanaście kilometrów, Saroo zdążył zasnąć. Guddu położył malca na ławce na dworcu i przykazał mu, aby ten się nigdzie nie ruszał. Gdy Saroo się obudził wsiadł do pociągu, a tam z powrotem zasnął.


Kiedy otworzył oczy, był już dzień, a on okazał się być sam, w pędzącym pociągu. Po wielu godzinach przerażającej dla samotnego pięciolatka jazdy, pociąg zatrzymał się wreszcie na stacji. Teraz wiemy, że była to Kalkuta.

Trudno sobie nawet wyobrazić, co czuł ten malec, kiedy wreszcie wysiadł z pociągu w Kalkucie, 1500 km od domu. Saroo był małym dzieckiem, które nie potrafiło jeszcze czytać ani pisać, nie znał nawet nazwiska swojej rodziny ani nazwy miasta, w którym mieszkał. Zupełnie sam błąkał się po ulicach miasta, aż zauważył go pewien nastolatek, który zdał sobie sprawę, że maluch się zgubił. Przyprowadził więc Saroo do schroniska dla porzuconych dzieci, a ponieważ malec nie wiedział jak się nazywa ani skąd pochodzi, a nikt z jego rodziny nie zdołał go odszukać, został on wpisany na listę adopcyjną.

Po długich tygodniach życia na ulicy i doświadczeniu niewyobrażalnych dla tak małego dziecka traum trafił do ośrodka dla sierot. A stamtąd do Australii, zaadoptowany przez nową rodzinę.


Pięciolatek trafił do kochającej rodziny i miejsca, gdzie niczego mu nie brakowało. Jednak w sercu Saroo cały czas tliła się tęsknota za Indiami i rodziną. Dlatego też, kiedy pojawiła się możliwość, jaką było Google Earth, dorosły już Saroo popadł wręcz w obsesję znalezienia swojego rodzinnego domu.

Matka adopcyjna Saroo powiesiła w jego pokoju mapę Indii, aby chłopczyk nigdy nie zapomniał, skąd przybył.


Mapa przypomniała mu o Indiach i często miewał przebłyski z dni, które spędził w swoim rodzinnym mieście z rodziną. Nigdy jednak nie potrafił sobie przypomnieć wystarczająco dużo, aby odnaleźć rodzinę. Tymczasem matka Saroo poszukiwała go w Indiach, nie wiedząc, że synka nie było nawet w kraju…

Przez wiele długich miesięcy Saroo przeglądał zdjęcia satelitarne Indii, zawężając obszar poszukiwań i mając nadzieję, że wreszcie trafi na to, czego szukał. Warto tu napomknąć, że jego nowa rodzina wspierała go w tych poszukiwaniach. I udało się! Powoli odtwarzając zapamiętane obrazy, Saroo znalazł swoje miasto z dzieciństwa.

Saroo zobaczył wieżę, którą zapamiętał z dworca, w dniu w którym wsiadł do pociągu. Powoli znalazł jeszcze więcej wskazówek i w końcu nabrał pewności, że jego rodzinne miasto to Ganesh Talai.

W podróży do Indii towarzyszyła mu adopcyjna matka. Kiedy szedł znanymi, bliskimi sercu drogami w kierunku domu, który opuścił 25 lat wcześniej, serce biło mu jak oszalałe. Saroo był pełen nadziei i lęku. A w głowie huczały pytania: czy ich odnajdzie, czy wciąż tam są, czy tęsknili za nim, czy go szukali??


Na miejscu okazało się, że jego matka i siostra, nadal mieszkają w tym miasteczku, a dorosły już mężczyzna został przez matkę rozpoznany już w pierwszej sekundzie.

Saroo dowiedział się także, że jego brat Guduu, także nie wrócił już tej feralnej nocy do domu. Zginął pod kołami pociągu. W ten sposób matka straciła obu synów na raz. Szukała jeszcze Saroo przez długi czas, ale nie przyniosło to żadnych efektów.


Odnalezienie rodziny było niczym znalezienie igły w stogu siana, ale dzięki swojej determinacji i wytrwałości, Saroo zdołał tego dokonać. Od tej pory chłopak wysyła pieniądze dla swojej biologicznej rodziny, aby jego matka nie musiała już pracować.

Saroo zawsze będzie już żył pomiędzy tymi dwoma światami. Po latach odbył tę samą podróż pociągiem, a swoją historię opisał w książce “Długa droga do domu”. Na jej podstawie nakręcono również piękny film pod tytułem „Lew”, zakończony sceną rzeczywistego spotkania z matką.



Źródło: lolmania.pl, http://saroobrierley.com/

TWOJA REAKCJA?




Rozmowy na Facebooku