wyświetlenia
Najciekawsze było to, że kupujący nie wiedzieli dokładnie, co znajduje się w środku. Miasto informowało jedynie, że ceny takich toreb zaczynały się od 1 euro, a kończyły na 50 euro. Szacunkowa wartość zawartości miała wynosić od 10 do 250 euro, a czasem nawet więcej. W praktyce była to więc trochę loteria, a trochę miejski odpowiednik polowania na skarby.
Sama licytacja dotyczyła także innych przedmiotów, takich jak biżuteria, elektronika czy elektronarzędzia, ale to właśnie tajemnicze torby zrobiły największe wrażenie. Nietrudno zrozumieć dlaczego - za niewielką kwotę można było wrócić do domu z czymś wartościowym albo przynajmniej z nietypową historią do opowiedzenia.
Takie przedmioty trafiają do sprzedaży dopiero wtedy, gdy przez dłuższy czas nikt się po nie nie zgłosi. Miasto zaznaczało też, że kupujący nie mogą liczyć na gwarancję ani zwrot, a rzeczy nie są wcześniej dokładnie testowane. To oznacza, że zakup odbywa się trochę na własne ryzyko.
Mimo tego chętnych nie brakowało. W przypadku takich „cudownych toreb” działa prosty mechanizm - ludzie lubią niespodzianki, a jeszcze bardziej lubią myśl, że za kilka euro mogą trafić na coś, co okaże się znacznie cenniejsze. I właśnie dlatego zwykła wyprzedaż rzeczy znalezionych zamieniła się w jedną z ciekawszych miejskich atrakcji.
Źródło foto: pl.freepik.com
Rozmowy na Facebooku