wyświetlenia
Na materiale wideo, który błyskawicznie zaczął krążyć w mediach społecznościowych, wyraźnie widać, jak obaj kierowcy wprowadzają swoje auta w kontrolowane - lub jak się okazało, nie do końca kontrolowane - poślizgi. Rondo, które w normalnych warunkach służy do sprawnego przepuszczania ruchu, zostało potraktowane jak prywatny plac zabaw.
Karma jednak zadziałała szybko. Jeden z pojazdów uszkodził zawieszenie podczas wykonywania niebezpiecznych manewrów. Zamiast triumfalnie odjechać, kierowca musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnej brawury - i to w czasie rzeczywistym, na oczach kamery monitoringu.
Tego rodzaju wybryki w przestrzeni miejskiej to nie tylko kwestia własnej głupoty - to realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego. Drift na rondzie oznacza, że pojazd jest przez chwilę praktycznie niekontrolowany. Wystarczy, że w złym momencie pojawi się inny samochód, motocyklista czy rowerzysta, żeby sytuacja skończyła się tragicznie.
Nagranie nie pozostało bez echa - użytkownicy sieci w komentarzach nie mają litości dla obu kierowców, a wielu z nich wyraża satysfakcję z faktu, że przynajmniej jeden z nich odczuł skutki swojego zachowania na własnej kieszeni. Naprawa uszkodzonego zawieszenia w BMW to bowiem wydatek liczony w tysiącach złotych.
Sprawa może mieć jednak również swój finał w postaci mandatu i punktów karnych - w Polsce jazda w sposób zagrażający bezpieczeństwu ruchu drogowego jest wykroczeniem, a nagrania z kamer monitoringu stanowią pełnoprawny materiał dowodowy, na podstawie którego policja może wszcząć postępowanie.
Rozmowy na Facebooku