wyświetlenia
Pasut skomentował doniesienia Polsatu, który - powołując się na odpowiedź prokuratury - poinformował o wydaniu listu gończego. Influencer zapowiada, że "pokaże, jak wygląda ten list gończy w praktyce" i zapewnia, że informacja jest nieprawdziwa. Jednocześnie sam przyznaje, że nie figuruje w bazie osób poszukiwanych - co jego zdaniem ma być dowodem na fałszywość doniesień.
Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Prokuratura wprost informuje, że list gończy został wydany - a brak nazwiska w publicznym rejestrze niekoniecznie oznacza brak dokumentu. Najbardziej prawdopodobna wersja? Pasut mógł po prostu otrzymać wezwanie na przesłuchanie, o którym nie chce mówić wprost.
YouTube powiedział "nie"
Podczas gdy Pasut komentuje sprawę z Azji, w Polsce działy się rzeczy znacznie bardziej namacalne. Kanał Roberta Pasuta został usunięty z YouTube'a w reakcji na reportaż Moniki Gawrońskiej w cyklu Polsat News Ujawnia - "Boomerzy z Sejmu". Przedstawiciele platformy przeprowadzili weryfikację i doszli do wniosku, że kanał naruszał wytyczne dla społeczności - konkretnie zasady dotyczące nagości i treści o charakterze seksualnym.
Co więcej, podjęto również działania wobec trzech innych kanałów, dzięki którym Pasut wciąż mógł bez konsekwencji korzystać z YouTube'a. Platforma zamknęła więc wszystkie furtki naraz.
Skąd w ogóle wzięła się ta sprawa?
Pasut odszedł z kanału Abstrachuje na początku 2022 roku i zaangażował się w działalność związaną z freak fightami oraz streamowaniem na żywo. Z czasem jego treści przybrały coraz bardziej kontrowersyjny charakter.
Szczytem mizoginii był wywiad na kanale Zgrzyt z 2024 roku, po którym dostawał od widzów groźby, a niedługo potem utracił większość współprac. Przeniósł się na platformę Kick, gdzie mógł swobodniej publikować treści bez ograniczeń obowiązujących na YouTube.
Kulminacja nastąpiła podczas jego pobytu w Tajlandii, gdzie w trakcie transmisji na żywo pokazywał odurzoną kobietę i zapowiadał współżycie z nią po powrocie do hotelu. Wywołało to reakcję aktywistek, które złożyły zawiadomienie do prokuratury - przestraszony Pasut przeniósł się wówczas z Tajlandii na Filipiny. Aktualnie wciąż przebywa w Azji i transmituje na żywo, przekraczając kolejne granice - dosłownie i w przenośni.
Dwa lata więzienia w tle
Sprawa listu gończego dotyczy zarzutu podżegania do pobicia. Za ten czyn Pasut może trafić do więzienia nawet na 2 lata. Prokuratura w swoim komunikacie zaznaczyła, że zebrany materiał dowodowy - w tym zapis nagrania audiowizualnego oraz zeznania świadków - w wysokim stopniu uprawdopodabnia popełnienie zarzucanego mu czynu.
Pasut zapewnia, że pokaże "jak wygląda list gończy w praktyce". Można się tylko zastanawiać, czy zrobi to dobrowolnie - czy dopiero gdy ktoś mu tę praktykę wyjaśni osobiście.
Rozmowy na Facebooku