wyświetlenia
Według wiralowego postu, cała persona o imieniu Maya sprowadza się do czterech plików: opisu charakteru, stylu wypowiedzi, wyglądu i pamięci o każdym subskrybencie. Zdjęcia generuje narzędzie Flux, wiadomości pisze Claude Code, a głos syntetyzuje ElevenLabs. Maya rzekomo zgromadziła ponad 1200 płatnych subskrybentów - a jeden fan wydał na nią blisko 1850 dolarów w jednym miesiącu.
Nie da się zweryfikować - ale trend jest jak najbardziej prawdziwy
Samej historii Mayi nie potwierdziło żadne niezależne medium. Podobne posty regularnie pojawiają się w sieci i często okazują się przesadzone lub całkowicie zmyślone. Nie zmienia to jednak faktu, że zjawisko AI-modeli na platformach subskrypcyjnych jest jak najbardziej realne i przynosi twórcom poważne pieniądze.
Rynek AI-influencerek już istnieje
Przykłady są dobrze udokumentowane. Hiszpańska Aitana López - jedna z pierwszych wirtualnych influencerek - przez długi czas funkcjonowała w sieci jako prawdziwa osoba, zanim jej twórcy przyznali się do jej cyfrowego pochodzenia. Na platformie Fanvue - konkurencji dla OnlyFans - AI-modele regularnie zarabiają tysiące dolarów miesięcznie. Startup DreamGF już w 2023 roku raportował przychody rzędu 100 tysięcy dolarów miesięcznie.
Technologia dostępna dla każdego
To, co kiedyś wymagało miesięcy pracy i zespołu specjalistów, dziś można złożyć samodzielnie w kilka tygodni. Narzędzia do generowania realistycznych zdjęć, syntezy głosu i automatyzacji rozmów z fanami są ogólnodostępne i tanie. Bariera wejścia niemal zniknęła - pozostaje jedynie pomysł na postać.
Czy historia Mayi jest prawdziwa? Być może nigdy się nie dowiemy. Ale nawet jeśli to tylko chwytliwa opowieść - technologia, która ją umożliwia, już od dawna istnieje.
Rozmowy na Facebooku