wyświetlenia
Fragmenty nagrań pod artykułem
Fatalna pomyłka w andrzejkową noc
Do tragedii doszło w andrzejkowy wieczór 1995 roku. Korczak po pracy wrócił do mieszkania przy ul. Kickiego, a potem pojechał na prywatkę przy Krakowskim Przedmieściu. Impreza skończyła się po 2 w nocy. Dziennikarz wyszedł mocno pijany, dlatego znajomi poprosili jednego z kolegów - Piotra P. - żeby dopilnował, by bezpiecznie wrócił do domu.
Obaj czekali na przystanku Muzeum Narodowe. W pewnym momencie Korczak wskazał autobus linii 602, przekonany, że dowiezie go w okolice mieszkania. Jak później ustalono, to była pomyłka - linia miała inną trasę. W autobusie było tłoczno, Piotr P. wysiadł na Moście Poniatowskiego, a Korczak jechał dalej. Ostatecznie wysiadł na przystanku Szwedzka 02.
Rankiem jego ciało zauważyła przechodząca kobieta. Twarz miał nakrytą kurtką. Najpierw pomyślała, że mężczyzna śpi, ale kiedy dotknęła jego ręki, zorientowała się, że jest martwy. Na miejsce wezwano policję.
Sekcja zwłok wykazała liczne obrażenia, m.in. złamanie kości czaszki i chrząstki krtani po uderzeniach twardym, tępym narzędziem. Przyczyną zgonu było uduszenie, prawdopodobnie na skutek silnego ucisku na szyję. We krwi zmarłego wykryto ponad 2 promile alkoholu. W śledztwie długo nie było przełomu, a mieszkańcy kamienicy nie potrafili pomóc, poza jedną osobą, która tej nocy słyszała hałas i wołanie o pomoc, ale nie zgłosiła tego, bo nie zauważyła niczego konkretnego.
Morderca statystą za 10 złotych
W sprawę zaangażowano ekipę „Magazynu Kryminalnego 997”. W styczniu 1996 roku kręcono rekonstrukcję - najpierw w redakcji Radia Bis, a potem na miejscu zbrodni. I właśnie wtedy zadziałał przypadek. Według relacji Michała Fajbusiewicza na plan wpłynęły opóźnienia związane z zimą. Gdy ekipa dotarła na Stalową 50, grupa uczniów, która miała zagrać w rekonstrukcji, już się rozeszła. Trzeba było szybko znaleźć innych statystów wśród gapiów, którzy przyszli popatrzeć na filmowanie.
Wybrano kilku młodych chłopaków. Podczas kręcenia scen jeden z nich zaczął komentować przebieg rekonstrukcji, poprawiać szczegóły i tłumaczyć koledze, że „to wyglądało inaczej”. To było na tyle dziwne, że po zakończeniu ujęć Fajbusiewicz zwrócił na to uwagę policjantowi z praskiej komendy, który był na miejscu w nadziei, że pojawi się jakiś trop.
Samo podejrzenie nie wystarczało do zatrzymania. Policja miała więc wpuścić do środowiska praskiej młodzieży nastolatka, który działał jako „wtyka” i miał zebrać informacje. Dzięki temu 15 maja 1996 roku funkcjonariusze dotarli do Tomasza K., który w chwili zabójstwa miał 14 lat. W trakcie przesłuchania przyznał się do zabójstwa i opisał przebieg zdarzeń. Z jego relacji wynikało, że tej nocy wracał z 17-letnim kolegą Arturem D. z andrzejkowej dyskoteki i wcześniej wsiedli do autobusu 602. Mieli zwrócić uwagę na głośno zachowujących się pasażerów, a gdy Piotr P. wysiadł na moście, Tomasz K. podszedł do Korczaka i zagadnął go o zegarek.
Po dojechaniu w rejon ul. Stalowej mieli wysiąść z autobusu, a potem uderzyć dziennikarza i zaciągnąć go do bramy, gdzie doszło do dalszego bicia. W opisie pojawia się moment, w którym jeden ze sprawców miał stanąć na szyi ofiary i skoczyć na krtań.
Wtyka i szokujący finał
Policja dotarła też do Artura D. Dzień po zatrzymaniu Tomasza K. funkcjonariusze przyszli do mieszkania 17-latka, ale go nie zastali. Gdy dowiedział się, że był poszukiwany, sam zgłosił się na komisariat przy ul. Cyryla i Metodego. W trakcie przesłuchania opowiedział m.in. o swoim udziale w rekonstrukcji „997” i o tym, że czuł się głupio, biorąc w niej udział. Za udział miał dostać 10 zł, które później przeznaczył na dyskotekę.
Sprawa trafiła na wokandę. Tomasz K. nie odpowiadał jak dorosły - sąd skierował go do zakładu poprawczego do 21. roku życia. Artur D. został uznany winnym w tzw. zamiarze ewentualnym i sąd okręgowy w Warszawie skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. W tekście pojawia się też informacja, że w momencie zatrzymania był ojcem czteromiesięcznej córki.
Cała historia do dziś wraca jako przykład, jak pozornie drobny szczegół może pchnąć śledztwo do przodu. W tej sprawie takim szczegółem miało być zachowanie nastolatka na planie rekonstrukcji - ktoś, kto „tylko grał”, wiedział zdecydowanie za dużo.
Rozmowy na Facebooku