wyświetlenia
Do zdarzenia doszło na placu manewrowym. Z informacji w sprawie wynika, że egzaminowany od początku miał problem z wykonaniem zadania. Podczas tak zwanego rękawa cofał samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym i dodatkowo najechał na pachołek, co oznaczało niezaliczenie tej części egzaminu.
To jednak nie sam błąd za kierownicą okazał się najważniejszy. Gdy egzaminator znalazł się w pojeździe, od razu wyczuł silną woń alkoholu. Sytuacja wzbudziła na tyle duże podejrzenia, że zdecydowano o sprawdzeniu mężczyzny alkomatem. Wynik nie pozostawiał wątpliwości - 29-latek był nietrzeźwy.
Na miejsce wezwano policjantów, którzy przejęli dalsze czynności. Cała sprawa szybko nabrała poważnego charakteru, bo mężczyzna nie tylko nie zakończył egzaminu z wynikiem pozytywnym, ale też naraził się na konsekwencje karne. Według przekazanych informacji usłyszał już zarzuty.
Ta historia brzmi niemal absurdalnie, ale pokazuje też, jak ważna jest czujność osób prowadzących egzaminy. Gdyby egzaminator zlekceważył swoje podejrzenia, sytuacja mogłaby zakończyć się dużo poważniej. Tym razem nietrzeźwy kursant nie wyjechał dalej na drogę, a sprawa od razu trafiła w ręce policji.
To jeden z tych przypadków, które trudno traktować inaczej niż jako skrajną nieodpowiedzialność. Podejście do egzaminu na prawo jazdy po alkoholu samo w sobie brzmi jak coś niewiarygodnego, a jednak taka sytuacja naprawdę miała miejsce.
29-latek zgłosił się na plac manewrowy w Piotrkowie Trybunalskim w stanie nietrzeźwości. Podczas wykonywania „rękawa”, jadąc do tyłu na zaciągniętym ręcznym, najechał na pachołek, co doprowadziło do niezaliczenia zadania.
— Służby w akcji (@Sluzby_w_akcji) April 20, 2026
Gdy egzaminator wsiadł do pojazdu, wtedy wyczuł silną… pic.twitter.com/aX3xZOZwIO
Rozmowy na Facebooku