wyświetlenia
Galeria zdjęć pod artykułem
To nie umknęło uwadze samej firmy. Przedstawiciele Burger King skontaktowali się z narzeczonymi i zaproponowali coś, co brzmiało jak spełnienie marzenia każdego, kto kocha nietypowe historie - pokrycie kosztów całego ślubu. Marka zaoferowała pełne wsparcie: od jedzenia, przez stroje i akcesoria, po symboliczne szczegóły nawiązujące do ich nazwisk.
Uroczystość odbyła się latem 2015 roku i była utrzymana w lekkim, humorystycznym tonie. Goście nosili papierowe korony Burger Kinga, pan młody miał spinki do koszuli z logo sieci, a drużbowie kolorowe skarpetki stylizowane na charakterystyczne barwy marki. Para podkreślała, że choć wszystko wygląda zabawnie, przyjaźnią się od lat i ich związek nie ma nic wspólnego z reklamą. Jednak fakt, że ich nazwiska przypadkowo układają się w nazwę globalnej sieci restauracji, sprawił, że ślub zyskał niecodzienny rozgłos.
Ashley po ceremonii przyjęła nazwisko męża, stając się… Ashley Burger. Para żartowała później, że było to chyba najbardziej oczywiste rozwiązanie.
Historia Joela i Ashley to przykład tego, jak zwykła para z małego miasta może stać się bohaterami międzynarodowego virala tylko dzięki zabawnemu zbiegowi okoliczności. Do dziś ich „Burger-King Wedding” pojawia się w zestawieniach najbardziej nietypowych ślubów świata.
Rozmowy na Facebooku