wyświetlenia
Nagranie polskiego kierowcy któremu przydarzyła się taka historia pod artykułem
Podczas zwykłej kontroli drogowej funkcjonariusze mogą sprawdzić, czy dany pojazd figuruje w systemach jako obciążony niezapłaconymi mandatami. W Czechach część kar - zwłaszcza z fotoradarów - przypisywana jest do właściciela pojazdu, a nie do konkretnego kierowcy. W przypadku samochodów leasingowanych formalnym właścicielem jest firma leasingowa, a nie osoba siedząca za kierownicą.
To właśnie tutaj pojawia się problem. Jeśli firma leasingowa ma w Czechach zaległe mandaty, nawet sprzed miesięcy lub lat, policja może zażądać ich natychmiastowego uregulowania. Gdy to nie nastąpi, funkcjonariusze mają prawo zatrzymać tablice rejestracyjne lub dokumenty pojazdu. Auto zostaje wówczas unieruchomione, a dalsza jazda staje się niemożliwa.
Co istotne, obecny kierowca może nie mieć żadnej wiedzy o takich zaległościach. Mandaty mogły dotyczyć innych użytkowników tego samego auta albo wcześniejszych umów leasingowych. Mimo to konsekwencje spadają na osobę, która aktualnie porusza się pojazdem po czeskich drogach.
Dlatego przed wyjazdem leasingowanym autem do Czech warto skontaktować się z firmą leasingową i zapytać o ewentualne zaległości mandatowe w tym kraju. Choć nie daje to stuprocentowej gwarancji, może uchronić przed bardzo kłopotliwą sytuacją na trasie.
Rozmowy na Facebooku