wyświetlenia
To zjawisko jest znane jako efekt dezinformacji. Badacze pamięci od lat pokazują, że gdy po jakimś wydarzeniu człowiek usłyszy nieprawdziwy albo mylący detal, może później włączyć go do własnego wspomnienia. Nie chodzi przy tym o zwykłe kłamstwo. Taka osoba często naprawdę wierzy, że coś widziała lub pamięta to dokładnie tak, jak opowiada.
Klasyczne badania nad pamięcią pokazały, że ogromne znaczenie ma nawet sposób zadawania pytań. Jeśli po obejrzeniu zdarzenia ktoś usłyszy sugestię dotyczącą jakiegoś szczegółu, jego późniejsza relacja może się zmienić. Właśnie dlatego psychologowie i prawnicy od dawna zwracają uwagę, że pamięć świadka nie jest idealnym zapisem rzeczywistości. Jest podatna na wpływ rozmów, nagłówków, komentarzy innych ludzi, a nawet własnych domysłów.
To działa nie tylko w sprawach kryminalnych. Podobny mechanizm może pojawić się w codziennym życiu. Po latach ktoś może być pewny, że na rodzinnej imprezie wydarzyło się coś konkretnego, bo wielokrotnie słyszał o tym od innych. Z czasem granica między prawdziwym wspomnieniem a zasłyszaną wersją historii może się zwyczajnie rozmyć.
Psychologia nie mówi więc, że pamięci nie można ufać w ogóle. Pokazuje raczej coś dużo ciekawszego - nasze wspomnienia nie są nieruchome. Mogą się zmieniać, uzupełniać, a czasem nawet tworzyć od nowa. I właśnie dlatego człowiek może szczerze pamiętać coś, czego nigdy nie było.
Źródło foto: pl.freepik.com
Rozmowy na Facebooku