wyświetlenia
Do zdarzenia doszło w niedzielę wielkanocną, 5 kwietnia. Dyżurny sokołowskiej komendy dostał zgłoszenie o nietrzeźwym kierowcy poruszającym się Mustangiem po terenie miasta. Policjanci z wydziału ruchu drogowego namierzyli wskazany samochód i próbowali go zatrzymać. Kierowca zignorował jednak sygnały świetlne i dźwiękowe, więc rozpoczął się pościg.
Finał był bardzo poważny. Mężczyzna jechał zbyt szybko, stracił kontrolę nad autem, uderzył w skarpę przydrożnego rowu, następnie w drzewo, a na końcu dachował. 53-latek odniósł obrażenia.
Jak się okazało, to nie był jego pierwszy taki wybryk. Policja ustaliła, że zaledwie dzień wcześniej, 4 kwietnia, ten sam mężczyzna został już zatrzymany do kontroli w Brzozowie Kolonii. Wtedy również był pijany - alkomat pokazał u niego prawie 1,5 promila alkoholu. Dodatkowo wyszło na jaw, że samochód nie miał ważnego badania technicznego, a termin przeglądu minął ponad rok wcześniej.
Mundurowi zatrzymali kierowcy prawo jazdy oraz dowód rejestracyjny pojazdu. Teraz 53-latek odpowie przed sądem za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości oraz niezatrzymanie się do kontroli. Grozi mu do 5 lat więzienia, wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów.
To jedna z tych historii, które pokazują, jak niewiele trzeba, by doszło do tragedii. Tym razem skończyło się dachowaniem i obrażeniami kierowcy. Gdyby na jego drodze pojawił się inny samochód albo pieszy, finał mógłby być znacznie gorszy.
Rozmowy na Facebooku