Napisał w sieci kilka szczerych słów na temat brzucha swojej żony po ciąży! Są naprawdę mocne!
Oto wpis jaki zamieścił w internecie pewien świeżo upieczony tata, gdy zorientował się, że internauci naśmiewają się z ciała jego żony. Trudno nie zgodzić się z jego zdaniem.


Moja żona Holly urodziła niedawno ślicznego, ważącego 4.3 kilograma chłopca o imieniu Atlas – mojego syna. Przyjście naszego dziecka na świat zmieniło nie tylko całe nasze życie, ale też ciało Holly. Z powodu komplikacji w 38 tygodniu ciąży, lekarze zalecili poród przez cesarskie cięcie. I tak, po kilku niewygodnych nocach spędzonych w szpitalu, wkroczyliśmy w naszą nową rolę rodziców.

Ciało kobiety przechodzi podczas ciąży ogromną przemianę. W połączeniu ze stresem i narzucanymi przez media standardami „idealnego ciała” sprawia, że rola mamy jest jeszcze trudniejsza i bardziej przytłaczająca.

Media od tak dawna wmawiają nam co jest piękne, co jest seksowne i do czego powinniśmy dążyć. Moje zdanie na ten temat? Pieprzyć to. Szkoda tylko, że wygląda na to, iż nawet inne mamy oceniają sylwetki kobiet po przebytej ciąży, posuwając się nawet do krytyki, jeśli sylwetka nie spełnia ich idiotycznych kryteriów.

Holly umieściła niedawno w internecie zdjęcie, pokazujące jej brzuch po przebytej ciąży i cesarce. Wywołało ono mieszane reakcje. Większość osób wspierała ten „odważny ruch,” jednak inni byli zniesmaczeni takim „bezpośrednim” obrazkiem. Ktoś porównał nawet brzuch Holly do „lawiny błotnej,” cokolwiek to miało znaczyć.

Obwisłe, pomarszczone, rozciągnięte i naznaczone rozstępami – takie są właśnie brzuchy kobiet po przebytej ciąży i nie ma sensu tego ukrywać, albo się wstydzić. Wręcz przeciwnie, mamy powinny z dumą prezentować swoje brzuszki, gdyż przeszły one niesamowitą transformację, trwającą 9 miesięcy.

Przy wsparciu ze strony partnera, a także bardziej realistycznych oczekiwaniach dotyczących wyglądu ciała po ciąży, macierzyństwo będzie pięknym doświadczeniem, bez niepotrzebnej, dodatkowej presji. W końcu samo w sobie jest ono stresujące, więc po co dokładać zmartwień?

Jeśli jesteście rodzicami, doskonale wiecie jak trudne są pierwsze dni, tygodnie, a nawet miesiące po narodzinach dziecka. I to dla obojga rodziców. Mimo że fizycznie nie brałem udziału w porodzie, bez dwóch zdań byłem częścią całego procesu. Od poczęcia, przez spanie na szpitalnych podłogach, do całkowitego braku snu – podczas tego okresu byłem w stu procentach poświęcony wspieraniu mojej żony, a potem także mojego syna.

Nie ukrywam, że moja sylwetka nie była wówczas nawet w pierwszej setce spraw zaprzątających mi głowę, ale z jakiegoś powodu, większy brzuszek u ojca stał się pewnego rodzaju symbolem męskości, podczas gdy brzuch mamy -  która jakby nie patrzeć, przeszła przez o wiele więcej - jest obiektem krytyki, czy wyśmiewania.

Ja osobiście odkryłem, że moja żona jest dla mnie teraz jeszcze bardziej pociągająca, ze względu na relację jaka nas łączy dzięki narodzinom dziecka. Jestem niezwykle dumny z tego co przeszło i wciąż przechodzi jej ciało. Czymże jest parę dodatkowych fałdek na brzuchu, wobec daru życia?

Mamy tylko jedno ciało i musimy nauczyć się je akceptować. Powinniśmy wręcz je kochać. W końcu jest ono zdolne do tak ekstremalnych wyczynów jak zdobywanie szczytów, żeglowanie przez bezkres oceanu, czy... urodzenie dziecka.


Źródło: huffingtonpost.co.uk

TWOJA REAKCJA?



Rozmowy na Facebooku