Policja rozbiła grupę zajmującą się wyłudzeniami odszkodowań na drogie samochody. Niektóre odszkodowania wynosiły nawet 300 tys. zł
Policja rozbiła grupę zajmującą się wyłudzeniami odszkodowań na drogie samochody. Niektóre odszkodowania wynosiły nawet 300 tys. zł
Ponad 6 lat śledztwa, 62 realizacje, 376 osób z zarzutami i ponad 20 milionów złotych strat po stronie firm ubezpieczeniowych. Do Sądu Okręgowego w Siedlcach trafił właśnie akt oskarżenia w jednej z największych - jeśli nie największej - spraw tego typu w historii polskiej policji. Za aranżowanymi kolizjami stała dobrze zorganizowana machina przestępcza z Mazowsza.

Schemat działania - precyzja godna korporacji

Grupa działała według stałego, starannie opracowanego schematu. Rzeczywiste zderzenia wykonywali tzw. "kaskaderzy", którzy natychmiast znikali z miejsca zdarzenia. Ich rolę przejmowały podstawione osoby - "słupy" - figurujące w dokumentacji jako uczestnicy kolizji. Pojazdy były fikcyjnie rejestrowane na osoby, które nigdy nie były ich faktycznymi właścicielami, a rachunki bankowe wskazywane ubezpieczycielom formalnie należały do tych samych figurantów. Pieniądze ostatecznie trafiały do organizatorów procederu.

Jak podkreśliła rzeczniczka KWP w Radomiu podinsp. Katarzyna Kucharska: żadna ze szkód nie była przypadkowa. Całość nadzorowali członkowie grupy, którzy organizowali przebieg zdarzenia, wybierali jego miejsce, opłacali podstawione osoby i nadzorowali proces ubiegania się o odszkodowania.

Luksusowe auta jako narzędzie przestępstwa

Kluczem do wysokich odszkodowań był dobór pojazdów. Grupa wykorzystywała luksusowe samochody - często kradzione na zlecenie, następnie przerabiane i legalizowane. Dzięki temu pojedyncze odszkodowanie mogło sięgać nawet 300 tysięcy złotych. Łącznie w toku śledztwa policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Ekonomiczną KWP w Radomiu ujawnili kilkadziesiąt kradzionych aut, setki części samochodowych i zlikwidowali tzw. dziuple. Zabezpieczono 23 pojazdy o wartości 2 mln złotych, które trafiły później na licytacje skarbowe.

Skala operacji i efekty śledztwa

Śledztwo trwało nieprzerwanie od 2019 roku i zakończyło się wynikami rzadko spotykanymi w polskich sprawach kryminalnych. Przeprowadzono 62 realizacje, zastosowano 18 tymczasowych aresztowań, a prokurator zabezpieczył majątek podejrzanych o wartości blisko 4,3 mln złotych. Łącznie zarzuty usłyszało 376 osób - organizatorzy, "kaskaderzy", słupy i osoby obsługujące proceder od strony formalnej.

Sprawa jest o tyle wyjątkowa, że tego rodzaju przestępczość bardzo rzadko kończy się tak rozległym aktem oskarżenia. Grupy wyłudzające odszkodowania komunikacyjne działają w Polsce od lat - policja rozbijała już podobne organizacje na Śląsku, Dolnym Śląsku czy Podlasiu - jednak skala mazowieckiego procederu i liczba oskarżonych wyróżnia tę sprawę na tle wszystkich poprzednich.

Kto za to płaci?

 

Odpowiedź jest prosta - wszyscy kierowcy. Fałszywe odszkodowania bezpośrednio przekładają się na wyższe składki OC dla zwykłych ubezpieczonych. Firmy ubezpieczeniowe wliczają straty z tytułu wyłudzeń w koszty działalności, które ostatecznie pokrywają klienci. Sprawa mazowiecka to przypomnienie, że przestępczość ubezpieczeniowa to nie abstrakcja - to realne pieniądze wypłacane z kieszeni każdego, kto płaci polisę.

Źródło Policja Mazowsze
Reklama

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku