Wkurzony kierowca autobusu kontra mistrz parkowania z Audi
Niektórzy myślą, że jak włączą światła awaryjne to są niewidzialni, a ich auto znika.


Do podobnej sytuacji doszło na skrzyżowaniu w Warszawie. Gościowi nie chciało się szukać miejsca parkingowego, więc zaparkował jak popadnie byle stanąć. Nic więcej go nie obchodziło. Poniżej jeszcze info z kanału na którym pojawił się filmik

 "Linia 507, Kierunek Gocław. Na Emilii Plater są dwie możliwości zawrotki autobusem. Jedna na wysokości ul. Siennej a druga parę metrów wcześniej. Przy pierwszej możliwej zawrotce widziałem, że nie będę miał możliwości zwrócenia (auta stały na całej długości nieczynnego przystanku). Została druga zawrotka. Delikatnie "zahaczyłem" środkowy pas abym spokojnie się wyrobił (tu też zauważyłem stojące auta mimo znaku B-36) na skręcie. I cóż? Niespodzianka. Szczerze widziałem, że tam stoi i myślałem, że jest ktoś w środku. Pierwsza myśl? Jpdl. Dałem ciała. Zablokowałem skrzyżowanie. Co robić? Cofnąć ciężko. Zostało trąbienie i nadzieja, że kierowcy których zablokowałem nie rozwalą mnie. Z każdą chwilą widzę, że jest ich coraz więcej. Trąbię, trąbię i nic. Dzwonię w międzyczasie na Centralę powiadomić, że zablokowałem skrzyżowanie. I jest. Wreszcie. po kilku minutach zjawia się właściciel auta. Wyskakuję aby zrobić pamiątkową fotkę i ruszam dalej. Najciekawsze jest to, że chyba kierowcy osobówek zorientowali się co się stało i nie trąbili na mnie. Następnym razem będzie trzeba zawracać ze środkowego pasa. Szkoda, że odpowiednie służby olewają to miejsce."

TWOJA REAKCJA?



Rozmowy na Facebooku