W niedzielę 13 września dron uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów–Warszawa w rejonie Jahodyna, około dwóch kilometrów od granicy z Polską. W wyniku ataku nikt z pasażerów ani załogi nie został ranny. Tego samego dnia w pobliżu przejścia granicznego Jahodyn–Dorohusk doszło również do innych uderzeń dronów.

Ukraina od początku wskazywała na Rosję jako sprawcę ataku. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha nazwał zdarzenie kolejnym przykładem rosyjskiego terroru zbliżającego się do granic NATO i Unii Europejskiej. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił z kolei, że Władimir Putin eskaluje sytuację. Rosyjskie Ministerstwo Obrony informowało tego dnia o atakach na ukraińską infrastrukturę wykorzystywaną do transportu ładunków wojskowych z Europy, ale nie przyznało wprost, że celem był właśnie ten pociąg.
Do sprawy odniósł się następnie rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Zapytany przez dziennikarzy o uderzenie w lokomotywę i oskarżenia Ukrainy oraz UE wobec Rosji odpowiedział: „Jeśli dobrze rozumiem, mówimy o terytorium Ukrainy. Nasi wojskowi wykonują swoje zadania na całym terytorium Ukrainy i nadal będą je wykonywać”. Pieskow nie powiedział wprost, że konkretny dron należał do Rosji, ale też nie zaprzeczył oskarżeniom. W kontekście pytania jego odpowiedź można odczytać jako pośrednie potwierdzenie, że atak był elementem rosyjskich działań wojskowych.
