Podczas kontroli drogowej pod Gorzowem Wielkopolskim doszło do zaskakującej wymiany zdań między kierowcą a policjantami. Funkcjonariuszka oznajmiła, że korzystanie z Yanosika jest w Polsce zabronione. Kierowca nie przyjął mandatu i zapowiedział, że sprawę wyjaśni sąd.
Pomiar na odcinku stu metrów
Patrol zatrzymał mężczyznę, twierdząc, że przekroczył dopuszczalną prędkość. Na odcinku z ograniczeniem do 70 km/h wideorejestrator w nieoznakowanym radiowozie miał zarejestrować średnią prędkość 122 km/h na dystansie 100 metrów.
Kierowca kategorycznie zaprzeczył. Tłumaczył, że jego samochód jechał w trybie awaryjnym, co uniemożliwiało rozwinięcie prędkości większej niż około 90 km/h. Dodał też, że doskonale wiedział o patrolu jadącym za nim, bo wcześniej ostrzegła go o tym popularna aplikacja dla kierowców.
Sama kontrola od 1:58
„To zakazane rozwiązanie”
W tym momencie kontrola przybrała nieoczekiwany obrót. Policjantka prowadząca czynności stwierdziła, że korzystanie z Yanosika jest w Polsce zabronione. Gdy kierowca się zdziwił, powtórzyła, że to zakazane rozwiązanie, i zasugerowała, aby najpierw dowiedział się, z jakich urządzeń może korzystać za kółkiem.
Mężczyzna został zaproszony do radiowozu, żeby zobaczyć nagranie. Funkcjonariusze tłumaczyli zasadę działania wideorejestratora i utrzymywali, że pomiar wykonano prawidłowo. Jednocześnie wyraźnie sprzeciwiali się nagrywaniu wnętrza radiowozu przez kierującego.
1500 zł mandatu i prawo jazdy na trzy miesiące
Z powodu rzekomego przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h policjanci poinformowali o mandacie w wysokości 1500 zł, 13 punktach karnych i obligatoryjnym zatrzymaniu prawa jazdy na trzy miesiące.
Kierowca stanowczo odmówił przyjęcia mandatu i zapowiedział, że będzie walczyć przed sądem. Ma zamiar przedstawić własne nagrania z trasy.
Aplikacje a antyradary
Aplikacje ostrzegające przed zagrożeniami na drodze i kontrolami są w Polsce w pełni legalne, o ile kierowca nie trzyma telefonu w dłoni podczas jazdy. Część osób myli je z antyradarami, czyli urządzeniami, które aktywnie wykrywają lub zakłócają fale policyjnych mierników prędkości. Te faktycznie są prawem zakazane.
Policja od lat współpracuje z Yanosikiem
Słowa funkcjonariuszki brzmią tym bardziej zaskakująco, że Komenda Główna Policji ma podpisane porozumienie o współpracy z firmą Neptis, właścicielem Yanosika. Umowę zawarto jeszcze w czasach, gdy komendantem głównym był Jarosław Szymczyk.
W ramach tej współpracy powstało wiele wspólnych kampanii edukacyjnych, m.in. „Myśl trzeźwo”, „Łapki na kierownicę”, „Twoje światła, nasze bezpieczeństwo” oraz „Zwolnij, niebezpieczny punkt!”. W ostatniej z nich policja przekazywała aplikacji dane o najbardziej niebezpiecznych miejscach na drogach, żeby ostrzegać przed nimi kierowców. Przedstawiciele drogówki występowali też na konferencjach prasowych obok bannerów z logo aplikacji.
Policja argumentuje, że dzięki Yanosikowi dociera z przekazem o bezpieczeństwie do milionów kierowców.