Pędził ulicami Warszawy. Miał pretensję, że go nie zauważono
W internecie rozgorzała burzliwa dyskusja po tym jak został opublikowany film z przejazdu motocyklem po Warszawie.

Autor nagrania jechał ulicami Warszawy na motocyklu. W pewnym momencie drogę przeciął mu kierowca Nissana Qashqaia. Bardzo zbulwersowało to autora nagrania, który postanowił się zatrzymać i nawtykać starszemu kierowcy samochodu. Jego właściwie monolog, bo chyba tak to można określić przeplatany był wulgaryzmami i pretensjami w kierunku kierowcy. Może to emocje, ale trwał on stosunkowo długo i nie wiemy czemu miał służyć. Starszy kierowca zaczął przepraszać, ale to na nie wiele się zdało, później było grożenie policją i ponoć autor sam wysłał nagranie na policję. Wielokrotnie też powtarzał, że mógł zginąć gdyby doszło do zderzenia.

Tutaj rozgorzała dyskusja, bo rzeczywiście mógł zginąć, gdyby doszło do zderzenia, jednak w całym tym monologu w kierunku kierowcy nie nadeszła refleksja, że prędkość była zbyt duża? Co prawda nie widać prędkościomierza, bo był zasłonięty przez telefon jednak serwis se.pl pokusił się o oszacowanie tej prędkości na podstawie tego co widać na nagraniu. Z obliczeń wyszło, że pędził minimum 120 km/h. Jak to obliczono? Obliczono to na podstawie mijanych latarni. Przyjęto, że są rozmieszczone co 32,5 metra. Gdyby przyjąć, że mija latarnie co 1 sekundę to prędkość wynosiłaby 116 km/h jednak latarnie mijane są sporo szybciej, więc można przypuszczać, że jedzie z prędkością ponad 120 km/h, a to oznacza, że teoretycznie powinien stracić prawo jazdy. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy nagranie rzeczywiście trafiło na policję i czy zostaną wyciągnięte jakieś konsekwencje w stosunku do autora nagrania. Oczywiście starszemu panu również należy się mandat, pytanie tylko czy zauważyłby motocyklistę, gdyby ten jechał wolniej?

Źródło: se.pl

TWOJA REAKCJA?





Rozmowy na Facebooku