wyświetlenia
Film pojawił się w mediach społecznościowych i błyskawicznie zaczął zbierać tysiące wyświetleń. Widać na nim, jak młody mężczyzna z Ukrainy zostaje zatrzymany przez polskiego policjanta podczas jazdy hulajnogą elektryczną. Kontrola drogowa - z pozoru rutynowa - szybko przerodziła się w słowną wymianę zdań, której kulminacja zaskoczyła internautów.
Co widać na nagraniu?
Według dostępnych informacji, Ukrainiec poruszał się hulajnogą elektryczną po prawej stronie drogi lub chodnika, co - zdaniem policjanta - było niezgodne z polskim prawem. Zatrzymany mężczyzna zaczął dyskutować z funkcjonariuszem, twierdząc, że skoro w danym miejscu mogą jeździć rowery, to hulajnoga również powinna być tam dopuszczona.
Policjant cierpliwie tłumaczył, że w Polsce obowiązują konkretne przepisy dotyczące poruszania się hulajnogami elektrycznymi i że dane miejsce jest dla nich niedozwolone. Kluczowy moment nastąpił, gdy Ukrainiec zapytał wprost: "A gdzie ja muszę jeździć?"
Odpowiedź padła błyskawicznie: "Na Ukrainie".
Podzielone opinie w sieci
Komentarze pod nagraniem rozgorzały natychmiast. Zdania internautów są podzielone, choć większość użytkowników stanęła po stronie policjanta, uznając jego zachowanie za profesjonalne i konkretne. Argumentują, że funkcjonariusz po prostu przypomniał, iż przebywając w Polsce, należy stosować się do polskiego prawa - i właśnie taki był kontekst wypowiedzi.
Część komentujących dostrzega jednak w słowach policjanta wyraźny podtekst ksenofobiczny. Sam zatrzymany Ukrainiec zinterpretował interwencję jako przejaw niechęci do Ukraińców - jego zdaniem, gdyby był Polakiem, cała sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej.
Przepisy, które warto znać
Polskie prawo rzeczywiście szczegółowo reguluje kwestię poruszania się hulajnogami elektrycznymi. Urządzenia te mogą jeździć wyłącznie po drodze dla rowerów, a jeśli takiej nie ma - po jezdni, o ile jej dopuszczalna prędkość nie przekracza 30 km/h. Jazda chodnikiem jest co do zasady zabroniona.
Policja coraz aktywniej kontroluje użytkowników hulajnóg - weryfikuje dokumentację techniczną pojazdu, jego "legalność" oraz przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Mandaty za naruszenia mogą być dotkliwe.
Jak to się skończyło?
Dokładne miejsce interwencji nie zostało ujawnione, a finał sprawy pozostaje nieznany. Można przypuszczać, że policjant wystawił mandat - za co dokładnie i na jaką kwotę, tego nagranie nie pokazuje.
Niezależnie od oceny stylu wypowiedzi funkcjonariusza, sprawa przypomina o jednej rzeczy: przepisy drogowe obowiązują tak samo wszystkich uczestników ruchu - niezależnie od narodowości, a nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania.
Rozmowy na Facebooku