menu
Prawie 300 km/h i wyścigi pasem awaryjnym na A1. Swoje popisy wrzucili do internetu
Prawie 300 km/h i wyścigi pasem awaryjnym na A1. Swoje popisy wrzucili do internetu
Do sieci trafiło kolejne nagranie z autostrady A1, które wywołało masę komentarzy. Na filmie widać skrajnie szybką jazdę, a według opisu kierowcy mieli rozpędzać się nawet do prawie 300 km/h. W materiale pojawia się też jazda pasem awaryjnym. Całość została później pokazana publicznie w internecie, co tylko dolało oliwy do ognia.

Nagranie zaczęło krążyć w serwisie X, a później zostało szeroko podane dalej m.in. na Wykopie. Już sam tytuł wpisu nawiązywał do tragedii na A1 i porównywał bohaterów filmu do naśladowców Sebastiana Majtczaka. W opisie dodanego znaleziska napisano wprost, że w Polsce nadal nie brakuje skrajnie nieodpowiedzialnych kierowców, którzy nie liczą się z życiem innych uczestników ruchu.

Z treści widocznych przy publikacji wynika też, że nie chodziło o pojedyncze mocniejsze przyspieszenie, ale o coś, co internauci odebrali jako urządzanie sobie drogowych popisów na publicznej trasie. W sekcji powiązanych materiałów pojawiła się nawet wzmianka, że nagrywający również miał jechać około 285 km/h, co tylko dolało oliwy do ognia. Tego typu informacje krążą jednak głównie w internetowych wpisach i komentarzach, dlatego do takich szczegółów trzeba podchodzić ostrożnie.
Pod nagraniem szybko pojawiły się setki reakcji. Najczęściej powtarzał się jeden wątek - że po tragedii na A1, w której zginęła trzyosobowa rodzina, podobne filmy wciąż pojawiają się w sieci, jakby nic się nie zmieniło. Komentujący zwracali uwagę nie tylko na ogromną prędkość, ale też na wyprzedzanie pasem awaryjnym i całkowity brak wyobraźni. Wiele osób pisało wprost, że takie zachowanie powinno kończyć się natychmiastową reakcją służb i surowymi konsekwencjami. 

Na ten moment nie natrafiłem na oficjalny komunikat policji dotyczący dokładnie tego nagrania z A1. Sam materiał już jednak wystarczył, by wywołać szeroką dyskusję o bezkarności drogowych piratów i o tym, że część z nich nie tylko łamie przepisy, ale jeszcze robi z tego internetowe widowisko. Właśnie dlatego sprawa tak mocno poruszyła ludzi - bo dla wielu to nie był tylko kolejny filmik z szybkiej jazdy, ale kolejny sygnał, że na polskich drogach nadal zdarzają się skrajnie niebezpieczne popisy. 

Reklama

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku